RECENZJA “SMUTKU I MELANCHOLII” W TEATRZE DRAMATYCZNYM

recenzja uczennicy klasy IVB ZPSP Patrycji Łupińskiej napisana dla portalu https://kulturanacodzien.pl/

 

 

Czuł jak czas przedzierał się przez jego palce, kiedy próbował mu na to nie pozwolić i czuł, że już nie próbuje, a on swobodne między nimi przelatuje. Żółw – nie chce więcej, ani mniej, nie chce niczego zmieniać, nie chce iść dalej, gdy już tyle przeszedł.

Postawił stopę na ziemi i skończyła się epoka lodowcowa. Usiadł na łóżku – Rzym zbudowano, przeciągnął się – Rzym zniszczono. Zrobił jeden krok w stronę okna, urodził się Mozart, zrobił drugi krok, zaczęły się zdjęcia do „Amadeusza”. Odsłonił firankę, skończył się kapitalizm. Spojrzał przez okno, lato, jesień, zima, wiosna. Koniec dnia, początek dnia. Koniec świata, początek świata.

Smutek i melancholia autorstwa Bonna Parka w reżyserii Piotra Waligórskiego to sztuka poruszająca i głęboka, ciężka i lekka zarazem. Wydawać by się mogło, że traktuje wyłącznie o życiu długim, pełnym doświadczeń, wzlotów i upadków, o miejscach, w które człowiek dociera latami, aż w końcu zatrzyma się na zawsze i już nie ruszy w dalszą podróż, jak to wcześniej mu się udawało. Ta historia jest jednak uniwersalna, niezależnie od wieku, charakteru i zdrowia – zmusza do autorefleksji, dociera do jednostki, namawia, żeby wejść dalej, zajrzeć w głąb siebie i odpowiedzieć na wszystkie pytania, które stawia. Widz zostaje wrzucony w wir niedopowiedzeń, niejasnych wymian zdań między bohaterami, fragmentów życia i historii. To sprawia, że jest zaangażowany i próbuje poskładać wszystko w logiczną całość, wchodzi w skórę kogoś innego, po czym powraca do swojej uświadomiony. Ten bagaż emocjonalny nie ciąży, lecz otwiera umysł, a sztuka niewątpliwie spełnia swoją rolę i jest autentyczna w przekazie.

Kameralną Scenę Przodownik dzieli między siebie niesamowity duet, zarówno aktorski jak i postaciowy: Zdzisław Wardejn jako Samotny George i Waldemar Barwiński w roli Narratora/Doka. Choć można pokusić się o stwierdzenie, że żywiołowy Narrator zamiast skupiać uwagę na postawionym problemie skupią ją niemal w całości na sobie – paradoksalnie ograniczając zainteresowanie Georgem – ich kontakt jest na swój sposób wyważony, co niewątpliwie jest zasługą drugiego z aktorów. Zdzisław Wardejn dystansuje się do Samotnego George’a i w sposób niezwykle swobodny, niemal pozbawiony patosu, ogrywa tytułowy smutek i melancholię, dając tym samym wybrzmieć warstwie komediowej, stanowiącej akcenty w dramacie, z jakim mamy do czynienia. Jest to położenie wręcz tragiczne – samotność, rozgoryczenie, poczucie braku sensu i bycia zapomnianym prowadzą do decyzji ostatecznych, czego człowiek nie potrafi zrozumieć, nim nie ujrzy tego wyodrębnionego ze świata, w jakim żyje. Porównanie życia osoby cierpiącej na depresję do żółwia w pierwszej chwili może wydawać się nie do końca uzasadnione i wyłącznie zabawne. Jednakże jest to jak najbardziej odpowiednia dla sytuacji metafora, których w sztuce Waligórskiego możemy znaleźć znacznie więcej.

Waldemar Barwiński ma znacznie większe pole do popisu, bowiem Narrator nie jest tylko narratorem, jest przyjacielem, doktorem, człowiekiem, opiekunem i głosem w głowie. To prawdziwy wachlarz możliwości, który zostaje w pełni wykorzystany. Od ironii po niepokój, od ciszy po elektryzującą energię. Ta postać to chodzące widowisko, choć chwilami można odnieść wrażenie, że nadmierne w formie i zbyt rozedrgane.

Poza skąpymi, akustycznymi, minimalistycznymi dźwiękami, przez większość czasu słowa wypowiadane są na tle głuchej ciszy, wprowadzając w skupienie i hipnozę jednocześnie. Podobnie oddziałuje scenografia i oświetlenie – wielka kula, będąca Słońcem i księżycem, zawieszonymi nad starą izbą. Smutek i melancholia zarówno w warstwie wizualnej jak i treści jest realistyczną sztuką – metaforą pełną symboli, od zegarów po podłogę wyściełaną trocinami. Co zaskakujące, bo nieczęsto spotykane w teatrze, twórcy zadbali o detale, umieszczając na scenie działający kran, czy też karmiąc George’a żurkiem, tworząc tym samym scenę w pełni wiarygodną. Z każdego takiego obrazu powstawała klimatyczna historia.

Scena Przodownik na nieco ponad godzinę zamieniła się w skorupę żółwia, do której wchodzi się po pytania, odpowiedzi, przemyślenia i inspiracje. Zdecydowanie nie jest to sztuka banalna, stanowiąca czystą rozrywkę. Wybiera się na nią z ciekawości i pozostaje się zaciekawionym nawet po jej zakończeniu. Jest przejmująca, wartościowa i uniwersalna.